Legendy o Kościelnych Górkach

Legenda o Kościelnych Górkach

Wieś Bucze położona jest wśród lasów, które są częścią Puszczy Niepołomickiej. Od północnego zachodu wieś otacza Las Bratucki. W lesie tym znajduje się kilka wzniesień, tak zwanych górek. Najwyższa i obszarowo największa z nich nosi nazwę „Kościelne Górki”.

Legenda głosi, iż bardzo dawno temu w tym miejscu stał kościół, dwór oraz była tam mała wioska. Pewnego razu mieszkanka dworu, księżniczka wracając ze spaceru potknęła się o kamień i nieszczęśliwie upadła. W wielkiej złości wypowiedziała przekleństwo, które miało spowodować, iż kościół, dwór i cała wioska zapadły się pod ziemię i w tym miejscu miała powstać owa górka.

Ludność z sąsiednich wiosek często później przychodziła w to miejsce, aby usłyszeć spod ziemi śpiewy i odgłos gry na organach kościelnych. Aby lepiej słyszeć niektórzy przykładali ucho do ziemi. Gdy zbierałem grzyby w lesie w tym miejscu, ja także przyłożyłem ucho do ziemi, ale nic nie usłyszałem

Legenda o Kościelnych Górkach – II wersja

Bardzo dawno temu w pobliskim lesie stał kościół. Ten kościół wybudowali ludzie na wysokich górkach. Mieszkańcy byli bardzo radośni z kościoła i chodzili punktualnie na każdą mszę, oprócz pewnej kobiety, która zawsze się spóźniała. Z tego powodu złościła się bardzo i wypowiedziała słowa, nie zdając sobie sprawy że tak się stanie: „Niech zapadnie się pod ziemię ten kościół”. Następnego dnia kobieta poszła na mszę i w czasie podniesienia kościół zapadł się pod ziemię razem z ludźmi. Minęły lata. Miejsce to nazwano „Kościelnymi górkami”. Idąc tam w samą północ można usłyszeć bicie dzwonów, które wydobywa się z ziemi.

Legenda o Kościelnych Górkach – wierszem

Przed dawnymi laty

Na niewielkim pagórku,

Stały drewniane chaty.
Zwali to sioło Kościelne Górki.

Jako, że stał tam kościół drewniany.

Wokół chaty, no i karczma, dla odmiany.

Ludzie pracowici byli,

Lecz pewnego razu, chłopy się rozpili.

Gdy nastał czas wielkiego postu,

Zamiast się nawrócić, chlali po prostu.

Kobiety płakały, lamentowały,

Księdza by się za nimi wstawił, błagały.

Na próżno szlochy i lamentowanie.

Trzeba Jagę posłać na przeszpiegowanie.

Co robić? Aż babina się zgodziła;

Poszła do karczmy i chłopów prosiła.

Niestety, nie pomogło, karczmarz tez nie słuchał.

Jagę przegonił i w czoło się popukał.

Kobitka tak się zdenerwowała,

Że w rozterce całą wieś przezemstowała.

Rzekła w złości: „bodajby się wieś zapadła”

Aż raz w Wielką Niedzielę rezurekcyjne biły dzwony,

A chłopy w karczmie dopijali trunki,
Zahuczało, zagrzmiało i pod ziemię się zapadły:

Gospodarstwa, karczma i kościół.

Stulecia minęły, wieś gdzie indziej się mieści,

A na pagórku nieszczęsnym, tylko liść szeleści.
Tam, wgłębienie zostało, po siole ani śladu.

Ludzie tak bajają, ni składu, ni ładu.

Babka mojej babki tak opowiadała,

A ja tę legendę wierszem spisałam.

Zły postępek ukarany został. Teraz szumi las.

Powiadają ludzie, że gdy do ziemi przyłożyć ucho,

Słychać bicie dzwonów, nawet w zawieruchę.

Ludziska to miejsce omijają,

Bo tam straszy, powiadają!

Ja w tym miejscu byłam,

Od drzewa do drzewa chodziłam.

Miejscu się przyglądałam,

Ucho pilnie nadstawiałam.

Nic nie usłyszawszy legendę zapamiętałam.

Miejsce to wielce urokliwe,

Polecam każdemu.

Może Wy coś usłyszycie?

Wierzcie! Bardzo to możliwe!