Zima

W zimowym lesie

Ścieżką wchodzę w głębię lasu.
Dookoła cudny, baśniowy świat.
Spędzę tutaj trochę czasu,
Bo chodzę tu od wielu lat.
Kropelki na twarzy od ciepłego oddechu,
Rzęsy pomalowane białym szronem.
Ślady zwierząt i ptaków na puszystym śniegu,
Las ich kryjówką, schronieniem i domem.
Drzewa śniegiem, jak czapami przykryte.
Promienie słońca po szpilkach igrają,
A pod dębami ślady przez dziki wyryte.
Ciężkie świerka gałęzie do ziemi zwisają.
Nagle cały ten las cichy, spokojny,
Ożył, jak błyskawicą słońca oświetlony.
Tam, tam, zobacz! Na świerkowej polanie!
Jakby Królowa Śniegu w srebrnych saniach.
Za nią małe choinki, ośnieżone świerki,
Jak rozbiegane na hali owieczki.
A zimowy wiatr psotnik rozbawiony,
Strąca i sypie z drzew gwiazdki zamrożone.
I znów tajemniczo tu i spokojnie.
Królowa Zima rzuca śniegiem hojnie.
Biało, bieluchno tutaj dookoła.
Cicho, nawet echo mnie nie zawoła…


Proste słowa…

Moje słowa nic nie warte
Według ciebie są…
To otwórz swego życia kartę,
By zrozumieć to,
Ile znaczy osoba bliska,
Wszystkie spędzone razem dni,
Gdy w sercu coś uciska,
Ono podpowie ci.
Ludzie ranią się
Słowami ostrymi jak szkło.
A to boli bardzo cię,
-Przecież nie o to szło.
Więc nie bójmy się przebaczać,
Rozmawiajmy więcej, bo
Przecież musi nam wystarczać,
To, co dał nam los.
Nie rań słowami,
Bo krwawi serce.
Niech słońce zaświeci nad nami,
Wyciągnij do każdego ręce.
Świat jest piękny-mówią
Gdyby nie to zło,
To, dlaczego tak się gubią?
-Należy zmienić to!
Takie proste słowa:
Przepraszam, wybaczam…
Jakże wiele znaczą!
Więc do góry głowa,
Niech już oczy nie płaczą.
30.05.2005r.


Kulig

Hej, hej, wesoły kulig mknie!
Za konikiem duże sanie,
A za nimi małe sanki
Przyczepione jak falbanki.
Za woźnicą, w dużych saniach,
Są panowie tuż przy paniach.
Szuby i czapki na głowach,
Dziarsko koń biegnie po drogach.
Na saneczkach usadzona,
Jedzie młodzież rozbawiona.
Sanki suną w różne strony.
Już ostatnie wywrócone!
Oj, leżą na śniegu w rowie,
Anna z Józkiem , ich pasażerowie.
Migiem kulig gonić muszą
Bo nie czeka, zaraz ruszą.
Żartobliwy ten woźnica
Ostro skręca, nas zachwyca!
Poleciały w rów saneczki,
A z nich chłopcy, panieneczki.
Wszyscy leżą w miękkim puchu,
Koń się zatrzymał, reszta w ruchu!
Wkrótce dalej sanna rusza.
Na polanę dotrzeć muszą.
Tam ognisko, bigos czeka,
Kiełbaska pachnie z daleka.
Grzane wino dla rozrywki,
Oj, podoba się to wszystkim!
Parska konik, woła nas,
Bo powrotu nadszedł czas.
Już pochodnie zapalone,
A ogniska pogaszone,
Do widzenia, wracać czas!


Zima

Zima, zima, mocno trzyma,
Trzyma mocno mróz.
Stoi człowiek na przystanku,
Marzną nogi, uszy, nos.
Taki to człowieka los!
A tuż obok bałwan stoi.
Ten to mrozu się nie boi!
Nie ma czapki i szalika.
Żal mi bardzo tego pana,
Stoi tak już od samego rana.