Samo życie

Samo życie…

Rano przysypiasz, do pracy bieżysz,
Tramwaj się spóźnia, nikt nie uwierzy;
Inna skarpetka, krawat na bakier.
Czy roztargnienie, czy smutek w duszy?
Nic mnie nie wzruszy, nic mnie nie wzruszy.
A jednak!
Rumunka z dzieckiem siedzi przy drodze,
Starszy pan o jednej nodze,
Domy zalane i osuwiska, idzie zima
Mieszkać gdzie nie ma.
Ile smutku i zmartwień?!
Moje wśród nich- nic to , to nic…


Dzwony kościelne

Czy o świcie, czy też o wieczerzy,
biją dzwony na kościelnej wieży.
Ich dźwięk po równinie się roznosi.
A każdy z nich coś innego głosi.
Pierwszy wzywa ludzi do modlitwy.
(Ten pamięta dawne czasy bitwy).
Drugi radosne kuranty dzwoni.
Młodą parę wita u świątyni.
Trzeci zaś ,ze smutkiem bardzo wielkim
żegna parafian na padole ziemskim.
A te, gdy wszystkie się rozkołyszą,
Mieszkańcy ich dźwięk daleko słyszą.
Gdy płyną dźwięki, i echo niesie,
mogę ich tak słuchać godzinami…
Bim, bom, bam bim, płynie dzień za dniami.


Tajemne miejsce

Każdy ma takie miejsce,
Gdzie w spokoju i ciszy
Swoje myśli i serce słyszy.
I ja takie tajemne miejsce miałam,
a gdy mi było smutno, tam chadzałam.
Na pewnym wzgórzu, pod rozłożystą jabłonią,
siadałam na miękkiej trawie.
Jabłoń swymi długimi ramionami
do ziemi, zakrywała mnie prawie
przed świata ciekawskimi oczami.
Liście szeleściły cichutko nie mącąc moich myśli.
Koiły moją duszę zatroskaną
myślami, smutkami różnymi.
Jabłoń tę przed dawnymi laty
posadził dziad koło starej chaty.
Teraz pień jej prawie poziomo się kładzie.
Jest tak gruby, że można się na nim usadzić.
Siadałam więc, na konarze lub ziemi,
pod koroną liści zieleni
i rozmyślałam lub czytałam w ukryciu
by w tej ciszy słyszeć tylko serca bicie.
Była to moja przystań, oaza dumania.
Powracałam stamtąd inna, nie do poznania.
Lżej było na duszy , serce bardziej czyste, A życie zdawało się zrozumiałe i przejrzyste.
Niestety, dziś tylko jak błyskawica myśli
biegną tam , a czasem młode lata się przyśnią.
Umiejmy docenić
Cieszmy się z każdego dnia i co zsyła los.
Niesie, rozdaje, radości i smutki,
Jak rozdarty z groszami trzos.
Umiejmy docenić to, co nam dane
Z wysokości Niebios, od Pana brane.
Cieszmy się więc i umiejmy się dzielić tym;
Zarówno troskami, jak i szczęściem swym.
Niestety, człowiek wtedy docenić potrafi,
Kiedy sam dozna tego, co utracił.


Zimowy świt

Świt. Zimny, nieco mglisty,
Niczym welon biały, przejrzysty,
wstaje dzień nad wioską,
próbując budzić dookoła wszystko.

Wstaje dzień. Ziemia żegna się z Księżycem.
Blade światło rozkłada się, niczym
bezkształtna masa.
Błękitnieje i jaśnieje niebo na wschodzie.

Zachód pozostaje nietknięty. Dzień wschodzi.
Ponad kościołem, domami, pomarańczowieje niebo.
Gdzieś słychać głos syreny, której skarga
Dzieli noc z pianiem kogutów.

Żółć na horyzoncie w pomarańcz przechodzi.
Tak to, zimowy dzionek się rodzi.
Błękit nieba powoli przechodzi na południe,
Tworząc przy tym barwy cudne.

Stadko wróbli przeleciało, szukając zapewne ziarna,
Które być może pozostało z wczorajszej karmy.
I na zachodzie niebo opuściło z siebie mroczne błony,
Powoli pozwalając je sobie rozerwać
ze spokojem, ciszą utajoną.

Ciepło życia powoli rozlewa się nad światem. To Słońce promieniami przebija mgliste zasłony przy ziemi.
Teraz, szara wcześniej zieleń iglaków,
Odbija się od skrzącego śniegu,
Którego mnóstwo wokół.

Wstaje leniwie kolejny dzień.
Człowiek wydaje się być niczym;
Iskrą zapalającą się i gasnącą,
Nie dzielącą się swym ciepłem z nikim.
Odezwały się dzwony, wzywające do modlitwy.


Przydrożne krzyże

Przy drodze krzyże. Tak wiele ich stoi!
Zwracają się oczy na te, pod którymi
palą się znicze. Zginęli tu ludzie w wypadkach.
Ludzie młodzi, rodzice i dzieci.
Czy w tym miejscu ktoś lampkę zaświeci?
Przydrożne krzyże .Kwiaty, wianuszki białe.
Zginęli często przypadkiem, nie dojechawszy
do celu, a ich plany były takie wspaniałe!
Jak pająka sieć, nić życia przerwana.
Tylko tyle od losu im było dane?
Przydrożne krzyże. Stoją od lat ku przestrodze:
Nie musiało tak być…!

Istnieje na świecie zmartwień wiele.
Czy stary, czy młody, każdy je posiada.
Każdy z nimi pogodzić się musi.
Lecz podnosząc do góry głowę,
Kierujemy na inny temat rozmowę,
Jakby nic się nie działo.
Dobre serca współczują innym,
Odpychając w myślach swoje zmartwienia.
Zawsze mamy iskierkę nadziei,
że nareszcie coś się kiedyś zmieni.


Refleksja

Zapada jesienny zmrok.
Ogień w kominku się dopala.
W wazonie więdnie bukiet róż,
A ciebie nie ma, no cóż?
Za oknem szumi, hula wiatr.
Tęskno patrzę przez okno na świat.
Mam nadzieję, wierzę, że wrócisz,
Lub chociaż wiadomość podrzucisz.
I znów przyniesiesz bukiet róż,
Jesiennych; wróć, bądź ze mną już!
Bądź wtedy na dobre i na złe.