Lato

Zachód słońca

Słońce jak ognista kula
Jeszcze wyjrzało zza chmur,
Rozlewając pomarańczowe barwy na nieboskłonie,
Jakoby spódnicę łowiczanki rozłożono.
Pasy chmur podświetlane promieniami
Tworzą złociste fale.
Nad nimi inne układając się
W przeróżne figury,
Stwarzają zabawę dzieciom miłą.
Zatrzymując je na chwilę.
Nagle błysk. Chowa się słońce za horyzontem.
Jeszcze raz się wychyliło,
Patrzącym nań się ukłoniło
I znikło. Szarość. Smutno.
Pora zbierać się do snu.
Słońce już śpi!
Życzy nam bajek stu,
Luli, luli lu…
14.06.2007r.


Deszcz, deszcz…

Deszcz, deszcz pada nareszcie!
Spragnionym drzewom przynosi ulgę.
Rośliny się kłaniają,
Proszą o jeszcze…
Kłaniają się drzewa,
Ulewa, ulewa, ulewa!
Ciężkie krople deszczu
Sycą i trawy i liście.
Ochłoda dla Stworzeń Boskich.
Płyną strugi po asfalcie,
Szum cichnie.
Chmury rozdarte jak czarne zasłony,
Odpływają w różne strony
Po niebios skłonie.
Dzięki Boże - wyciągam dłonie,
Dzięki, za krople deszczu!


Na grzybach

Koszyczki, ubranie sportowe
I już jesteśmy gotowi
Do wejścia w las!
Jak tu cicho i spokojnie.
(Ukojenie zatroskanej duszy).
Grzybów wysypało się mnóstwo ogromne.
Nie wiem, który najpierw zerwać,
Tyle ich koło mnie
Stoję, patrzę, nie oderwę chyba oczu.
A tam, następne, jak w orszaku kroczą.
Idą sobie borowiki parami na bal.
Do koszyka moi drodzy, na zupę i sos,
Taki już wasz los.
Tuż obok przebiegła sarenka.
Płocha, pięknooka panienka.
Przystanęła, popatrzyła, wcale się nie boi.
Ja stanęłam, patrzę na nią i ona stoi.
Co powiedzieć piękna chcesz mi?
Co nurtuje cię i w sercu tkwi?
Ach, rozumiem, karmnik przy drodze.
Będą dbać o ciebie w zimowe chłody!
A tam dalej, norka myszki małej,
W swej pracy jakże wytrzymałej.
Droga kolorowymi liśćmi usłana,
Zając schował się za krzewów parawanem.
Oczu nie oderwę od tych cudów wszystkich.
Myślę sobie, opiszę to bliskim,
Którzy kiedyś idąc borem, lasem
Niech zobaczą, coś innego czasem.
Zobaczą i wbiją sobie do głowy,
Że to skarb, tu żyjemy,
Wśród pięknej przyrody, którą chronić mamy.
I łobuzom zniszczyć jej nie damy!


Makowa panienka

Stoi w polu makowa panienka,
Strojna w czerwoną sukienkę.
Nie ma żadnego okienka,
By podziwiano jej urodę.
Stoi wśród łanu pszenicy
W swej zwiewnej, czerwonej spódnicy.
Główką czarną potrząsa,
Strzepując kropelki rosy.
Tuż obok, żuczek podkręca wąsa,
Cóż to?- on jest bosy!
Bucików biedny nie ma.
Jak zatańczy z panienką makową?
Ona- otoczona kłosami dwoma!
Nie chce za męża żuczka.
Odwróciła swą główkę makową,
Więc odszedł- z panią Żukową.